|
Waldemar Grabka - a friend of mine has got the 2nd prize of The Globetrotter of The Year 2000 Content in Poland. He went by bicycle from Poland to Japan, together with the other members of the Great Millenium Peace Ride.
This travel reports are currently available only in Polish
Siliguri, 26.10.1999 Wczoraj odbyła się kremacja zwłok Waltera. Chcieliśmy zorganizować przewiezienie ciała do Peru, ale okazało się to niemożliwe. Na załatwienie wszystkich formalności z tym związanych potrzeba było za dużo czasu, a zwłoki przebywające tylko w lekko chłodzonym miejscu nie mogły być już przechowywane dłużej. Nie było innego wyjścia, rodzina zgodziła się na kremację. Strasznie dziwne uczucie widzieć, jak wkładają Go do tej komory. W tym kraju nie okazuje się wielkiego szacunku zmarłym. Widzieliśmy, jak wynoszą resztki po kremacji, studzą je wodą z rzeki, wysypują wszystko na brzeg i wybierają kilka kości na pamiątkę dla rodziny zmarłego, wkładając je do plastikowego pojemnika. Na życzenie rodziny część prochów Waltera zabraliśmy ze sobą i będziemy chcieli zorganizować tam jakąś tablicę pamiątkową dla Niego. On najbardziej z nas wierzył w sens naszego Rajdu Pokoju, a Hiroszima przez te długie miesiące podróży stała się dla nas wszystkich, ale dla Niego w szczególności niezwykle ważnym symbolem. To był wspaniały człowiek i powinno się o Nim pamiętać. Dzisiaj jedziemy znowu pociągiem z Siliguri do Gauhatii. Znowu ta sama trasa i te same kłopoty. Pomimo tego, że jacyś szefowie kolei indyjskiej złożyli kondolencje w związku z wypadkiem i wyrazili chęć pomocy w przypadku, kiedy będziemy potrzebować transportu, dzisiaj na stacji okazało się, że jednak coś znowu nie gra. Wczoraj kupiliśmy bilety. Zapłaciliśmy podwójną cenę niż normalnie, po to żeby dostać pewne miejsca w wagonie z przedziałami. Dzisiaj powiedziano nam jednak, że miejsca te wcale nie są takie pewne, bo znajdujemy się na tzw. liście oczekujących, co oznacza mniej więcej, że jechać tym pociągiem możemy, ale o miejsca zatroszczyć się musimy sami. Jak coś znajdziemy, to mamy szczęście. Jeszcze większy problem jest z naszymi rowerami. Ten akurat pociąg nie zatrzymuje się długo na tej stacji i oni nie mogą otworzyć wagonów bagażowych. Dla tej całej hordy urzędników kolejowych nie ma żadnego problemu: rowery podeślą nam jakimś innym pociągiem, najpóźniej pojutrze! Próbujemy coś wyjaśniać, ale nie wiadomo, co z tego będzie. Dobrze, że mamy wystarczająco czasu na załatwiania tej w sumie prostej czynności, okazało się bowiem, że pociąg ma cztery godziny spóźnienia. Podobnież to normalne. Koleje indyjskie to naprawdę koszmar. Na granicy birmańskiej powinniśmy być 3 listopada - takie były ustalenia z konsulem. Teraz jednak nie mamy już szansy żeby zdążyć. Nawet jeżeli pojedziemy koleją najdalej jak się da, to i tak oznacza to jeszcze jakieś 300 km przez góry Assamu i Manipur. Trzeba będzie dzwonić do tego konsula i wyjaśniać sprawę, tak żeby otworzyli dla nas te granice w jakimś późniejszym terminie. Co gorsza sławetna indyjska biurokracja ciągle jeszcze nie wydała nam zezwoleń na wjechanie do Manipur. Papierek ten miał być gotowy już w zeszły poniedziałek, ale codziennie słyszymy odpowiedź: jeszcze nie gotowy, jutro. Indie to kraj tylko dla cierpliwych. Waldek back next
Pictures from Dresden (© S.Höhnel)
|