|
Paraguay
Zapomniany Paragwaj - Travel Report 1997 - by Sławek Sznurczak !
Targowisko
Opusciłem już goscinną, lecz niezwykle drogą Brazylię- kraj Samby i gorących kobiet. Obecnie znajduję się w Paragwaju- państwie o terytorium większym od Polski, lecz liczącym tylko 5 milionów mieszkańcow. Poetka J. Pla pisała przed laty: "Gdy po raz pierwszy przybyłam do Asuncion z Hiszpanii, zrozumiałam, że znalazłam się w raju- powietrze bylo cieple, swieciło tropikalne slońce, a kolonialne domy sugerowały zmysłowy, spokojny żywot ich mieszkańców. Nocą wyruszyliśmy na spacer uliczkami Asuncion i dwie rzeczy przykuły mą uwagę- zapach jaśminów i odgłosy dochodzące z ciemności. Lecz jak każdy raj, także i ten miał swoje ciemne strony..." (tlum. S.Sz.) Nie wiem, jak ten kraj wyglądał przed laty, obecnie jednak, w porównaniu z innymi krajami Ameryki Łacińskiej, które odwiedziłem, nie ma zbyt wiele do zaoferowania turystom i być może dlatego naprawdę niewielu poszukiwaczy przygód wyrusza na podbój Paragwaju. Dla większości z nich ten kraj leży po prostu na szlaku z Brazylii do Boliwii.
Moja przygoda z Paragwajem zaczęła się w Ciudad del Este- mieście leżącym w trójkącie trzech krajów- Brazylii, Argentyny i Paragwaju. Miasto to jest jednym wielkim targowiskiem, przypominającym ulice i targowiska polskich miast sprzed 10 lat. Przez most graniczny z Brazylią przelewała się fala przemytników, wiozących sprzęt hi-fi i video do Brazylii oraz brazylijską kawę do Paragwaju. Opusciłem dość szybko Ciudad del Este i podążyłem do stolicy kraju- Asuncion.
Skromna stolica
Prawie 80 proc. Paragwajczyków mieszka w miastach, a niecałe 15 proc. z nich zamieszkuje stolicę państwa- Asuncion, które wcale nie jest interesującym miejscem- panuje tu brud, hałas i chaos. Bardzo przypomina małe miasteczka na Kielecczyznie, jest tylko o wiele więcej samochodów, poruszających się bez przestrzegania jakichkolwiek reguł. W Asuncion dostrzegłem zaledwie kilka wieżowcow.
Spacerując ulicami Asuncion nie czułem zapachu jaśminu, a jedynymi odgłosami, które dochodziły do mojej świadomości, był szum przejeżdzających samochodów oraz pokrzykiwania ulicznych sprzedawców. Rzucała się rownież w oczy zupełna obojętność miejscowych wobec turystów- raczej niespotykana w Ameryce Łacińskiej. W czasie mojej podróży bardzo łatwo nawiązywałem kontakty towarzyskie i poznawałem nowych przyjaciół. Zawsze spotykalem się z życzliwością i goscinnością- bardzo przypominajacą polską. Ludzie w Asuncion zdawali się przeczyc tej regule- no, może mieli akurat swój zły dzień.
Ale przejdzmy do bardziej pozytywnych spraw- najładniejszym budynkiem w Asuncion jest bez wątpienia Palacio del Gobierno- pałac prezydencki, w którym w latach 1954 - 1989 rezydował Alfredo Stroessner- syn niemieckiego wlaściciela browaru. Za czasów jego dyktatury nie wolno było bezkarnie spogladać na pałac. Stroessner wydał bowiem rozkaz, by strzelać do każdego, kto ośmieli się gapić na pałac. Ale to już historia. Obecnie w Paragwaju panuje oficjalnie demokracja- cóż jednak z tego, jeśli właściwie szerzy się korupcja i brutalna walka polityczna. Wielu, szczególnie starszych mieszkanców tego kraju tęskni za powrotem dyktatury, nawet jeśli wydaje nam się to co najmniej dziwne.
W krainie Chaco
Chcąc lepiej poznać Paragwaj opuściłem Asuncion i udałem się do Filadelfi- stolicy niemal bezludnej krainy Chaco (mam zawsze w pamięci książkę "Tomek w Gran Chaco"). Rzeka Paragwaj dzieli kraj na dwie częsci- bogatszy i żyzny Wschód, zamieszkały przez większą częsc społeczeństwa oraz ubogi w roslinność i nieprzyjazny dla osadników Zachód- krainę Chaco- dom dla nielicznych farmerów Menonitów oraz Indian Guarani. W latach 1932- 1935 o Chaco toczyła się krwawa wojna między Paragwajem i Boliwią. Domniemano, że znajdują się tu bogate złoża ropy naftowej i innych minerałów. Paragwaj wygrał wojnę, lecz podobnie jak poprzednie wojny z Brazylią, Argentyną i Urugwajem, również i ta zdziesiątkowała męską populację Paragwaju. 36 000 Paragwajczyków zginęło w wojnie o Chaco. Obecnie region ten zamieszkuje około 80 000 ludzi. Są to głównie Indianie Guarani i farmerzy Menonici- sekta protestancka, posiadająca własne banki, szkoły i szpitale. Menonici wierzą w separację Koscioła od Państwa i są pacyfistami- w każdym razie byli. Pierwsi z nich przybyli do Chaco w 1927 r. z Kanady. Ich szeregi zasilili pózniej uciekinierzy ze Związku Radzieckiego i ukraińscy Niemcy, slużący w Wehrmachcie. Załozyli wtedy kolonie, gdzie mieszkają do dzis.
Gdy znalazłem się niedzielnym popołudniem w Filadelfi, poczułem się, jakbym trafił na koniec świata. Czas zatrzymał się tu w miejscu. Nieliczni spotkani przeze mnie mieszkańcy spacerowali tam i z powrotem alejami z piasku. Mlodzież ścigała się na motorach, co wydawało się tu być jedyną rozrywką. Niektórzy wygrzewali się w piekącym slońcu (45 st. C), leniwie popijając piwo- niegdyś całkowicie tu zabronione. Mieszkańcy Filadelfi porozumiewają się dialektem niemieckim Plattdeutsch, lecz znają również język literacki Hochdeutsch oraz hiszpański. Gdy następnego dnia robiłem zakupy w jedynym w Filadelfi domu towarowym, czułem się jak w Niemczech- mnóstwo niemieckich produktów i wszędzie słyszalny język naszych zachodnich sasiadów. Wieczorem, pijąc piwo z Gonzalo i Antonio- Indianami Guarani, mieszkającymi w Chaco, dowiedziałem się, że sztuczna cywilizacja Menonitow właściwie dobiega już końca. Wielu z nich znalazło zamiłowanie w rzeczach materialnych, takich jak samochody, czy tez sprzęt video. Nie przestrzega się juz też zasad moralnych, niegdyś niepodzielnie tu panujących. Wielu Menonitów polubiło alkohol, pozwalający zapomnieć o przerażającej nudzie w Chaco. Moi indiańscy przyjaciele tęsknią za rządami dyktatora Stroessnera, kiedy to mieli dobrą pracę i pieniądze.
Wsród jaguarów i krokodyli
Opuściłem to raczej przygnębiające miejsce i wyruszyłem do północnej części Chaco- krainy pustynnych stepów, niesamowicie powykręcanych dziwacznych drzew oraz ogromnych kaktusów. Ta niezamieszkana przez ludzi okolica jest schronieniem dla licznych zwierząt- pum, jaguarów, krokodyli, tapirów oraz jadowitych węży. Teren ten jest kontrolowany przez liczne patrole żołnierzy, dla których slużba tutaj jest jakby zesłaniem na Syberię. Nie ma dróg, są tylko ścieżki leśne, które w czasie pory deszczowej przestają istnieć. Po jednej z takich własnie ścieżek porusza się teraz mój autobus, wioząc mnie i kilku innych Gringos oraz 20 Paragwajczyków do Santa Cruz, w tropikalnej części Boliwii. Przed nami około 30 godzin nieustającego podskakiwania (znam juz to m.in. z podróży Cuzco- Arequipa kilka miesięcy wcześniej). Autobus wlecze się 20 kilometrów na godzinę i wciaż się chwieje, grożąc przewróceniem. Panuje niesamowity upał (ponad 40 st. C.). Przez otwarte z konieczności okna piasek i pył wdziera się do autobusu i przenika przez ubrania. Chcę mi się pić. Jedyną rekompensatą za te męki są tylko przepiękne i unikalne krajobrazy Chaco. Czasami udaje mi się dostrzec zwierzęta- raz nasz autobus musiał się nawet zatrzymać, by przepuścic leniwie człapiącego po drodze krokodyla.
Będę szczęśliwy, gdy dotrę juz wreszcie do Boliwii.
Visit Paraguay with Tara Tours, Miami
Pictures from South America (© S.Sznurczak)
|