|
Rio de Janeiro
Moja druga wyprawa do Ameryki Poludniowej zaczela sie w Rio- jak niektorzy twierdza- najpiekniejszym miescie swiata. Wedlug oficjalnych danych, w Rio mieszka okolo 10 milionow ludzi, lecz jest ich z pewnoscia o wiele wiecej, gdyz nikt nie jest w stanie stwierdzic, ile mieszkancow maja liczne favele- dzielnice nedzy, ktorymi obsiane sa wszystkie wzniesienia w miescie. Favele rozrastaja sie w szalonym tempie, nedzne chatki stoja jakby jedna na drugiej. Panuje tam nedza i glod, szerzy sie narkomania i wojna gangow. Kazdy, kto sie tam urodzi, rowniez tam umrze. Tylko naprawde nielicznym udaje sie stamtad wyrwac. Dla nas, Europejczykow, samodzielna wyprawa do jednej z licznych faveli, zakonczylaby sie z pewnoscia przykro, wiec pozostaje tylko spogladac na nie z oddali, jak tez ja to uczynilem, majac w pamieci nieprzyjemny incydent, ktory mial miejsce pare miesiecy wczesniej w Quito, kiedy to zostalem napadniety przez pieciu mezczyzn z nozami- naprawde nie warto przezyc tego jeszcze raz.
Kontrasty miedzy ogromnymi i luksusowymi wiezowcami w dzielnicach ludzi bogatych i sasiadujacymi z nimi na pobliskich wzgorzach nedznymi domkami w favelach jest naprawde ogromny. To paradoks, ale wlasnie ci biedni maja najpiekniejszy widok na miasto- ich favele goruja nad lepszymi dzielnicami, polozonymi na wysokosci oceanu.
Dla wielu, Rio de Janeiro kojarzy sie ze znana wszystkim plaza Copacabana i Ipanema oraz dwoma wzgorzami Pao de Azucar i Corcovado, ze slynna statua Chrystusa z rozpostartymi ramionami. Christian, moj nowo poznany przyjaciel z USA, a wlasciwie z Kalifornii, namowil mnie na niecodzienna wycieczke- wspinaczke po stromej skalnej scianie wzgorza Pao de Azucar. Mielismy do pononania 396 metrow i sklamalbym mowiac, ze bylo to latwe zadanie. W kilku miejscach naprawde nie wiedzielismy, co robic dalej i wjaki sposob mozna pokonac przeszkody skalne, uniemozliwiajace nam wspinaczke. W takich momentach, wiszac na pionowej scianie, trzymajac sie jedna reka skaly, a druga szukajac oparcia, gdy uchodza powoli sily- teskni sie za domem, rodzina i spokojnym zyciem, tym wszystkim, co sie tak bardzo chcialo zapomniec, wyruszajac w podroz. Za soba, a wlasciwie 200 metrow pod soba, mialem piekny widok na urwiste skaly, o ktore rozbijaly sie fale oceanu. Na szczescie wszystko skonczylo sie pomyslnie i bardzo szczesliwi zdobylismy to wzgorze. Bylismy bardzo dumni z siebie i nie przejmowalismy sie zdziwionymi spojrzeniami innych turystow, spogladajacych na nasze brudne od wspinaczki ubrania. Wszyscy wybieraja bowiem wygodniejszy srodek transportu na szczyt- kolejke linowa za 14 dolarow.
Bedac milosnikiem pilki noznej, nie moglem oczywiscie zrezygnowac z wizyty na najwiekszym stadionie pilkarskim swiata- Maracana, na ktorym w 1952 roku podczas finalu Brazylia- Urugwaj doliczono sie ponad 200 000 widzow ( notabene Brazylia przegrala ). Nie udalo mi sie jednak obejrzec meczu- stojac na widowni pustego i ogromnego stadionu, moglem sobie tylko wyobrazic, jakie wrazenie moze wywolac prawdziwy mecz pilkarski, przy trybunach pelnych fanatycznych brazylijskich kibicow.
Slynna plaza Copacabana w Rio troche mnie rozczarowala. Prawie niemozliwoscia jest kapiel w wodach Oceanu Atlantyckiego. Powodem tego sa bowiem ogomne fale oraz silny prad morski, sciagajacy amatorow plywania w glab oceanu, co nie napawa zbytnim optymizmem. Jako, ze nie posiadam deski surfingowej, pozostala mi tylko kapiel sloneczna. Plaza Copacabana to doskonale miejsce, by obserwowac innych. Niestety obserwuja nas takze liczni w Rio zlodzieje i dlatego nalezy miec tawsze ocza otwarte. Znajac juz troche Ameryke Poludniowa i slyszac wiele opowiesci o przestepczosci w Rio bylem byc moze zbyt uprzedzony i nieufny wobec Brazylijczykow- zupelnie nieslusznie. Cariocas- mieszkancy Rio- sa tolerancyjni i zyczliwi wobec obcych. Po kilku dniach pobytu w Rio, mieszkancy ulicy, na ktorej mieszkalem, rozpoznawali mnie i pozdrawiali. Rio kojarzyc mi sie bedzie zawsze z usmiechem cariocas. Mozna powiedziec, ze Brazylia to kraj usmiechu.
Brazylia jest krajem ogromnym ( powierzchnia- 8547 400 km kw.), zamieszkalym przez ponad 155 milionow ludzi- w wiekszosci biednych, a mimo to potrafiacych cieszyc sie z kazdego dnia. Jest to jednak kraj drogi dla turystow ( w porownaniu z innymi panstwami Ameryki Poludniowej )- drozszy niz Polska, a nawet niz Niemcy. Za lozko w schronisku mlodziezowym musialem zaplacic 15 dolarow, taksowka na lotnisko kosztuje 30 dolarow, chleb 1-2, obiad w tanim barze 4-5 dolary.
Rio de Janeiro jest ogromnym ale pieknym miastem. Podziwiajac jego panorame ze wzgorza Pao de Azucar postanowilem sobie, ze kiedys tu powroce. Na razie opuszczam Rio, by udac sie w kierunku wodospadow Iguassu. Pozegnalem sie z Christophem ( nie wiem dlaczego, ale przegrywal wciaz ze mna w szachy, mimo to polubilem go ) i ruszylem w dalsza podroz.
Pictures from Rio de Janeiro (© S.Sznurczak)
|